Siedzimy nad Wisłą, słońce odbija się w wodzie. Zieleń ma dziś wyjątkowy kolor. W pełnej świadomości uciekającego czasu postanawiamy o nim zapomnieć, poddając się przypływowi refleksji i oddając rozmyślaniom oraz rozmowie na tematy poważne niezmiernie i istotne.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno, za to, co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane ukryte w was. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi za waszą twórczość i ekstazę, za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Nothing can cure the soul but the senses, just as nothing can cure the senses but the soul...
...tak więc, jak powiedziałam, zastanawialiśmy się, czy istnieje w chwili obecnej coś piękniejszego niż ta kwitnąca jabłoń obok.
Tak właśnie. Jak słyszę o cudownych związkach przeżywanych przez ludzi mi znanych, myślę sobie, że chyba naczytałam się za dużo książek, i że coś ze mną nie tak. A to dlatego, że moje wyobrażenie tzw. 'związku' wygląda zupełnie inaczej, ma inny kształt, kolor i smak. Opiera się na czymś niematerialnym, ponadczasowym, mistycznym, wyczuwalnym tylko pomiędzy dwojgiem ludzi zaangażowanych. Na oddechu, spojrzeniu i dotyku. Na czymś, co, gdy o tym myślę, gdy sobie to wizualizuję, doprowadza mnie do obłędu, powoduje gorący dreszcz emocji przeszywający na wskroś. Obserwując życie z perspektywy kobiety uczuciowej acz pozostającej w błędnym kole swej emocjonalnej samotności, utwierdzam się w przekonaniu, że coś co dla mnie nazywa się 'Miłością', możliwe jest do przeżycia tylko w ramach lektury książki lub przywoływania marzeń sennych. Od pewnego czasu zastanawiam się, czy warto porzucić te wszystkie moje 'ideały'. Idealistyczne teorie, które wyznając, czuję, że nie zatracam siebie. Poglądy, według których żyjąc, jestem tym, kim być chcę. Wartości, z których przyjmowania jestem dumna. Styl życia, który daje mi poczucie spełnienia i napawa mnie radością. Czy warto porzucić to wszytko, po to tylko, by sprostać społecznym wymaganiom i doznać kilku chwil szczęścia, okupionego z resztą latami psychicznej i emocjonalnej męczarni? "Świadomie wybrałem swoją samotność" - przez około 2 tygodnie usilnie próbowałam utożsamić się z autorem tych słów i przyjąć jego sposób na życie. Próby zakończone fiaskiem. To znaczy, że żyć tak nie potrafię. Nie potrafię odnaleźć się w samotności dnia codziennego, cierpiąc w ten sposób niemiłosiernie. Nie potrafię też pójść na kompromis ze sobą i przypłacić niesamotność poświęceniem całego swojego Ja. Cóż więc mi pozostaje? Czy jest jakieś trzecie wyjście? Jestem kobietą lubiącą skrajności, ale też gotową na poszukiwanie złotego środka, gdy tylko to konieczne. W tej jednak kwestii, jako jedynej chyba, nie potrafię ani zaakceptować żadnego z ekstremów, ani wypracować kompromisu. Kompromisy z życiem? Nie. Zapomnienie? można, ale mówią, że ucieczka od problemu nie jest rozwiązaniem. Zmiana poglądu na życie? Nie. Dlaczego? Bo dobrze się czuję z tym swoim. Nie, wcale nie jestem malkontentką. Kiedyś, zaczytując się namiętnie Szekspirem, wpadłam na jedno z jego błyskotliwych, wiecznie żywych stwierdzeń: "Illusion is the first of all pleasures". Dziś w tej myśli jednoczę się z autorem całą sobą.
Nie wiem, gdzie położę głowę wieczorem. Wciąż w podróży, wciąż przed nowym wyborem. Mogę, los dał mi przywilej- łap chwile. Okay, łapie, biorę oddech wiem, że żyje. Czasem aparat robi zdjęcie, łapie miejsce. Pamięć łapie kontekst, to co najważniejsze. Każdy ma wybór, ja przemierzam czas i miejsca, wśród ludzi, z ludźmi, na ich i swoich ścieżkach. Czasem trzy tysiące z przeszkodami, czasem spacer i porażki, za które sam płace.
Wciąż w podróży. W różnych miejscach wśród różnych ludzi. W niekończącej sie podróży... do różnych miejsc, do różnych ludzi.
Żyję dla takich chwil, kiedy bierzesz haust powietrza i krzyczysz "chwilo proszę bądź wieczna" W małej walizce zmieszczę wszystko co mam, w pamięci slajdy z wszystkich najlepszych lat, szuflady w szafie, które chętnie bym posprzątał, szafa, gdzie tajemnice kryją sie po kątach.
Jedna decyzja- sto tysięcy konsekwencji, przypadki czy los, który miał się spełnić? Dwoje ludzi, których życia drogi biegną obok, by przypadkiem kiedyś spotkać sie mogły. Wszechświat, ruszyliśmy w swoją drogę, a gdzie do snu położymy głowę nie wie żaden z nas. W nie kończącej sie podróży, do różnych miejsc, do różnych ludzi
Znów męczy mnie bezsenność. to zabawne jakie myśli potrafią do głowy przyjść. Postanawiam wziąć jutro dzień zwolnienia i poobserwować jak świat się kręci. Może zobaczę coś, czego do tej pory nie dostrzegałam.Myślę, że moje pragnienie zmian doprowadzi mnie kiedyś do szaleństwa.
"I'm not going to look for happiness any more. from now on, I'm independent; I see life through my eyes and not through other people's. I'm going in search of the adventure of being alive. and it's complicated: why am I not looking for happiness when everyone has taught me that happiness is the only goal worth pursuing? why am I going to risk taking a path that no one else is taking?
after all, what is happiness?
love, they all tell me. but love doesn't bring and never has brought happiness. on the contrary, it's a constant state of anxiety, a battlefield; it's sleepless nights, asking ourselves all the time if we're doing the right thing. real love is composed of ecstasy and agony. money brings happiness. fine. in that case, everyone who earns enough to have a high standard of living would be able to stop work. but then they're more troubled than ever, as if they were afraid of losing everything. money attracts money, that's true. poverty might bring unhappiness, but money won't necessarily bring happiness. I spent a lot of my life looking for happiness, now what i want is joy. joy is like sex - it begins and ends. I want pleasure. I want to be contented, but happiness? I no longer fall into that trap. we're surrounded by Universal Desire. it's not happiness; it's desire. and desires are never satisfied, because once they are, they cease to be desires. faith is not desire. faith is will. desires are things that need to be satisfied, whereas will is a force. will changes the space around us, as you did with your work. but for that, you also need desire."
Szczęście. Małgorzata Baranowska w swojej książce zauważyła, że szczęście wydaje nam się zawsze być „nie tutaj”, „nie teraz” i „nie nasze”. „Szczęście jest pochodną miłości, przyjaźni, zachwytu nad światem, spełnienia marzeń (a i to nie zawsze). Szczęście jest produktem ubocznym. I chyba dlatego nie ma go wypisanego wielkimi literami na drogowskazach” "Trzeba się przyznać - właściwie nie wiemy, po co nam szczęście. Nie wiemy tez dokładnie, czym ono jest. To pojęcie takie jak życie. Zbyt szerokie i zbyt zależne od czasów, przyjętej filozofii i intuicji, żeby można je było zdefiniować. A jednak jest czymś, co podobnie jak życie praktykujemy. Wbrew przekonaniu wielu szczęście na co dzień nam towarzyszy."
Myślę, że właśnie o to mi chodzi. O szczęście codzienne.
niedziela, 5 kwietnia 2009
Tak sobie myślę, że czas skończyć z .......... hm. Tak, czas z tym właśnie skończyć. Nie wiem jak to się nazywa. Dla tej nazwy nie przewidziano formy ekspresji zamkniętej w ramach wyrazu czy słowa. Wiem tylko, że już tu kiedyś byłam. Cóż, chyba zawsze kończy się tak samo.
To takie dziwne, gdy czuję jak wdychane powietrze nie niesie ze sobą tlenu. Takie powietrze przy wydechu zawsze powoduje uczucie nieznośnej przytomności. Ta przytomność zabija mnie bardziej niż chwilowe i nagłe utraty świadomości, które przy całej swej destruktywności, przynoszą mi poczucie spełnienia.
Zachód słońca był dziś inny niż ten z przywoływanych obrazów przeszłości. W powietrzu znów brakuje tlenu.